Ma 23 lata. Mieszka w Gostyniu, ale sporo czasu spędza poza domem - gdzieś w Polsce; na pokazach i prezentacjach, w studiach fotograficznych. Darek jest modelem. Pojawia się na wybiegach, na plakatach, na zdjęciach w fachowej prasie i w kolorowych pismach - zwłaszcza tych dla pań. Rozmawiał z nim Maciej J. Kretkowski.
* * *
Jak trafić do żurnala mody?
-- Przyznaję, że nie jest to proste. Trzeba przejść wiele mąk. Zabrałem się za to na poważnie jakieś 3 lata temu. Modelem zostałem po trosze z przekonania, z zamiłowania i z przypadku. Obracałem się w towarzystwie, które miało do czynienia z modą. Znajomi mi mówili "Słuchaj, Darek, możemy cię wypromować. Masz warunki, jesteś przystojny, wysoki". Na początku brałem to jako żart. Ale postanowiłem zaryzykować.
Okazało się, że o tym, czy ktoś nadaje się do tego zawodu, decydują nie tylko właściciele agencji, czy styliści, lecz także fotograf. To on ocenia fotogeniczność.
Zatem nie wystarczy ładna twarz, trzeba mieć coś jeszcze? Co to takiego?
-- Duże znaczenie ma sposób bycia i poruszania się po wybiegu. Z tym się rodzi. Albo się to w sobie ma, albo nie. I koniec. Wyuczyć się tego nie można. A jeśli już się próbuje, to będzie to wystylizowane, czyli - według mnie - chore, nienaturalne. Można wrodzone cechy poprawić, ale nie można ich nabyć. To tak jak z charakterem - można pewne sprawy podciągnąć, wystylizować, ale trzon pozostaje.
Nagle ktoś spośród znajomych przygląda się Panu i mówi "Spróbuj, pobaw się, może coś z tego wyjdzie". Tak to było?
-- Dokładnie tak.
Jak Pan spróbował? Gdzie? W Gostyniu funkcjonowało swego czasu Studio Mody. Tu stawiał Pan pierwsze kroki?
-- Nie. Raz byłem na spotkaniu i - powiem szczerze - z profesjonalnego punktu widzenia to był śmiech. To jest dla kogoś kto ma 6 lat i kręcone włosy. Natomiast jeśli ktoś naprawdę chce coś robić w tym kierunku, powinien iść dalej; tam, gdzie moda ma szansę bytu. Wiadomo, że od czegoś trzeba zacząć, ale jeśli komuś się wydaje, że jest piękny i wspaniały i od razu wskoczy na szczyt, to jest w błędzie. Trzeba przejść wszystkie etapy. Niektórym udaje się przejść je szybciej, inni są z góry skazani na niepowodzenie.
Więc gdzie Pan zaczynał?
-- Usłyszałem w radiu, że Agencja Dariusza Jezierskiego z Poznania ogłasza nabór nowych twarzy. To było 3 lata temu. Kończyłem wtedy szkołę zawodową w Gostyniu. No i wplątała się ta moda.
W Agencji ukończyłem kurs i zrobiłem dyplom. Kurs był odpłatny, trwał trzy miesiące. Uczyłem się chodzenia, sposobu patrzenia na widza, pokazywania różnych rzeczy, nie tylko odzieży - na przykład jak prezentować krawat, jak pokazać fryzurę, marynarkę, czy buty...
Czy udział w takim kursie można kupić? Czy przyjmą każdego, kto zapłaci?
-- Nie. Wcześniej ogłoszony był nabór. Dokonywała go komisja. Tworzyli ją: dwie modelki, fotograf, państwo Jezierscy oraz dziennikarze z "Gazety Poznańskiej". Fotograf tylko przez moment trzymał kandydatów w obiektywie i już wiedział, czy ktoś się nadaje, czy nie.
Ponadto musieliśmy się wypowiadać. To, że facet jest przystojny, to jeszcze nie wszystko. Musi być jeszcze inteligentny. Na bankiecie, na spotkaniu po pokazie, musi umieć się zachować i umieć rozmawiać. Wbrew pozorom wizerunek zewnętrzny nie odgrywa decydującej roli.
Nie wystarczy być przystojnym i umieć się poruszać na wybiegu, ale trzeba mieć jeszcze w głowie poukładane?
-- Tak. Początkowo uważałem, że komisja pracowała nazbyt szybko. Dopiero później zrozumiałem, że mają już doświadczenie. Wówczas zakwalifikowali na kurs 7 modelek i 7 modeli.
W tym Pana?
-- Tak.
Model, oprócz wszystkich wymienionych już cech, musi mieć też zdolności menedżerskie, czy raczej jest "własnością" agencji? A może zatrudnia menadżera?
-- Do tej pory nikogo takiego nie miałem. Sam dbam o moje interesy. Promuję się na jednym pokazie, ktoś mnie zauważa i angażuje do następnej pracy. I tak to wszystko się toczy. Nie mam podpisanej umowy na wyłączność z żadną agencją, chociaż wielu moich kolegów podpisało. Ostatnio zabiega o mnie jedna z najbardziej renomowanych agencji w Polsce. W tym miesiącu wyjaśnią się wszystkie wątpliwości i okaże się, czy trafię do "kolekcji" znakomitych modeli.
To efekt dotarcia przeze mnie do Warszawy po wytrwałej pracy na rynku wielkopolskim. Trochę zawdzięczam to przypadkowi. Pojechałem na casting. Niby każdy powinien mieć na nim szansę, ale tak nie jest. Właściciel firmy, który chce robić reklamę, określa wygląd modela, którego potrzebuje. Mówi: "Chcę faceta, który ma 188 centymetrów wzrostu, bruneta, dobrze zbudowanego, o ciemnej karnacji". Realizator zlecenia dzwoni do wszystkich agencji w Polsce, przekazuje wytyczne i mówi "Dajcie wszystkich, jakich macie". Wiadomo, że agencja ma takich dwóch lub trzech, a nieraz nie ma żadnego.
Ale Pan działa na razie bez pośrednika w postaci agencji...
-- Dlatego na razie mam mniej pracy. Zresztą jeszcze nie chcę się pchać na całego w ten wir. Choćby dlatego, że mam do uregulowania sprawy osobiste, choćby szkołę. W tym roku robię maturę. Na razie promują mnie moi znajomi ze świata mody.
Gdzie Pan dotąd się pokazywał i z kim?
-- Pracowałem dotąd głównie na rynku wielkopolskim. Teraz jestem w Warszawie i tam robię bardzo poważne pokazy - na przykład Gianfranco Ferre, który odbył się na początku lutego. Był to najbardziej prestiżowy pokaz w naszym kraju. Pojawiło się na nim mnóstwo gwiazd, modele i modelki, z którymi miałem przyjemność współpracować. To było niebywałe przeżycie.
Potem posypały się propozycje. Zrobiłem następny pokaz w "Scenie 2000" i serię 14 zdjęć do elitarnego katalogu "Fashion". Wziąłem też udział w sesji dla gazety "Viva" i w wernisażu w Galerii Sztuki. Fotografował mnie Adam Wlazły. Były to "Pary Tysiąclecia", takie jak "Adam i Ewa", "Niebezpieczne związki". Ja byłem Goliatem w parze z Dawidem. Mój widok na plakacie 2,5 x 1,5 metra wisi w Galerii. To robi wrażenie.
W Poznaniu uczestniczyłem w Targach Mody i nie tylko. Od rana do południa byłem na targach, a wieczorem robiłem prywatne pokazy dla VIP-ów, dla właścicieli sklepów. W hotelu "Merkury" robiłem pokaz z okazji Dnia Kobiet. Można by wymieniać i wymieniać...
Czy zdarza się, że to, co Pan na siebie wkłada "służbowo" na pokazie, nie podoba się Panu?
-- Nie. Ale w życiu prywatnym ubieram się czasami nawet nieodpowiednio do tego, co robię - zbyt luźno i zbyt prosto. Ale chcę czasami uciec od tych eleganckich, ściśle dobranych garniturów; szykownych, bardzo drogich rzeczy.
Zdarza się, że odzież z prezentowanych kolekcji otrzymujecie w prezencie?
-- Nie. Choćby dlatego, że są to rzeczy nie drogie, ale bardzo, bardzo drogie. Kolekcja Gianfranco Ferre, którą miałem okazję prezentować, kosztowała 2 miliony $. Przyleciała do Polski tylko na jeden dzień, zaraz po pokazie odleciała, by następne grono ludzi mogło ją oglądać w innym zakątku świata. Są to garnitury czy kurtki w cenie 10 tysięcy, albo buty za 3 tysiące. W związku z tym nikt takich prezentów nie robi. Ale czasami mamy możliwość kupienia takich rzeczy po niższej cenie.
Czy powszechne jest zawieranie kontraktów reklamowych? Na przykład człowiek z twarzą podpisuje umowę, że będzie nosił wyłącznie garnitury danej firmy...
-- Tak. Taki układ jest moim największym marzeniem. Chciałbym być modelem któregoś z największych domów mody na świecie... Jeden z moich kolegów pracuje dla Kenzo. On otrzymuje za darmo koszule, spodnie, buty, garnitury, wszystkie rzeczy firmowe Kenzo. Też chciałbym stać się twarzą wielkiej firmy.
W dziedzinie mody można rozróżnić pokazy na handlowe, czyli dla ludzi, którzy mogą te rzeczy sobie kupić oraz typowe fashion show, gdzie są to ubrania, które wielki kreator mody zrobił, aby cały świat mógł je obejrzeć.
Na pokazy dostajecie najczęściej gotową odzież, nie jest szyta na konkretną osobę. Czy zawsze wszystko idealnie pasuje?
-- Musi, bo model musi być "idealny"; musi mieć modelową, wzorcową budowę. To umożliwia założenie wzorcowej kolekcji. Wskakuje się w ubranie i nie ma mowy o poprawkach, musi leżeć idealnie. Nazajutrz tę samą kolekcję na innym modelu ogląda inny zakątek świata.
Podejrzewam, że fach modela nie jest raczej działalnością charytatywną. Można się z tego utrzymać?
-- Na polskim rynku tak. Nie jest to, co prawda, praca do emerytury. Chociaż jeżeli chodzi o panów, to nieważne, czy ma się lat 15 czy 30 - liczy się męskość. Nieraz facet, który ma 30 lat, może wglądać jak chłopiec, a 16-latek wygląda męsko i przekonująco.
Czyżby więc najwięcej zależało od przygotowania za kulisami, od praca stylistów, wizażystów?
-- Wiele rzeczy można wystylizować makijażem, fryzurą, ale typowych rysów twarzy, czy sylwetki nie da się zmienić. Ja pracuję jako model i fotomodel, bo mam dobre ciało - mogę równie dobrze występować w bieliźnie jak w garniturze.
Czyli to forma artystycznej sprzedaży ciała?
-- Tak. Nad wyglądem mego ciała bardzo ciężko pracuję: dużo pływam, staram się utrzymać unormowaną dietę, uprawiać sport pod każdą postacią.
Jak to się przekłada na zainteresowanie Panem ze strony oglądających pokazy niewiast? Czy numer Pańskiego telefonu, który mają agencje, znają również niektóre dziewczęta oglądające Pana na wybiegu?
-- Nie daję nikomu mojego numeru. Byłem nawet zmuszony zmienić numer, gdyż miałem dużo śmiesznych telefonów, także z odważnymi propozycjami. A ja nie mam czasu na taką zabawę.
A jest jakaś jedna jedyna, która ma ten numer?
-- Niestety, nie.
Czy poza pokazami, szkołą, utrzymywaniem formy, znajduje Pan czas na coś jeszcze?
-- Czas znajduję, ale na przykład w Warszawie. Jeżeli jestem tam przez cztery dni i tylko dwa pracuję, to mam dwa dni wolne. Ale to czas wolny, który muszę spożytkować.
Zatem żadnego piwa?...
-- Nie, no, piwo też jest. Nie mogę powiedzieć, że jest to tylko ciężka i mozolna praca. Bycie modelem to dla mnie przede wszystkim przyjemność i dobra zabawa, bo bardzo lubię to co robię.
Odnoszę wrażenie, że traktuje Pan swój udział w świecie mody jak niespodziewaną, fantastyczną przygodę.
-- Tempo, w jakim dotarłem do tego, co teraz reprezentuję, było naprawdę bardzo szybkie. Trzeba umieć się do tego dostosować. Rzeczy, które robiłem na początku w Poznaniu, były bardzo ciężkie. Później dotarłem do pierwszej ligi. Ambicja rosła. W pewnym momencie stwierdziłem, że muszę robić coś większego. Dotarłem do Warszawy. Krąg ludzi, w którym się teraz obracam, to osoby, które do niedawna znałem tylko z gazet i telewizji. Rozmawiam z nimi na bankietach. Jest fajnie.
Czy oni, widzowie przez duże "W", nie traktują wykonawców, czyli Pana i Pańskich przyjaciół z wybiegu, jak ozdób; jak kwiatków w butonierce? Nie ma w tym kurtuazji?
-- Nie. Traktują nas jak równorzędnych partnerów. Zresztą modelami są znani ludzie - na przykład mąż Justyny Steczkowskiej, mąż znanej aktorki Agnieszki Włodarczyk...
Czyli jednak przygoda?
-- W gruncie rzeczy tak.
A kogo z grona Pańskich gostyńskich kolegów widziałby Pan obok siebie w tym zaczarowanym świecie?
-- To bardzo trudne pytanie. Nie wiem nawet, gdzie szukać.
Czasami dziwię się, że ktoś, czy coś, może się ludziom podobać. Ja się zjawiłem, zrobiłem kilka sesji zdjęciowych, porozmawiałem z ludźmi i mnie zaakceptowali. Naprawdę, nie wiem... Trzeba próbować i tyle...
Życzę dalszych udanych prób. Dzięki za rozmowę.
Rozmawiał
Maciej J. Kretkowski
 
* * *
Główna cecha mojego charakteru: bezpośredniość
Cecha, której szukam u mężczyzny: odwaga
Cecha, której szukam u kobiety: niebanalność
Co cenię najbardziej u przyjaciół: Szczerość i pomysłowość
Moja główna wada: nadmierna bezpośredniość [ale nie wiem, czy to wada]
Moje ulubione zajęcie: szybka jazda samochodem
Moje marzenie o szczęściu: zaistnieć na wielkich, światowych wybiegach oraz współpracować z najlepszymi modelami naszego kochanego świata
Co wzbudza we mnie obsesyjny lęk: niepewne jutro w Polsce
Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem: niespełnienie zawodowe
Kim (lub czym) chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem: normalnym człowiekiem, który ma normalną pracę; ojcem i kochanym mężem
Kiedy kłamię: kiedy kłamstwo może być bardziej pozytywne niż prawda? Nie wiem...
Słowa, których nadużywam: -
Ulubiony bohater literacki: Cezary Baryka
Ulubiony bohater życia codziennego: każdy dzień ma innego bohatera, generalnie postrzegam ludzi takimi, jakimi są, nawet jeśli im to nie odpowiada, cenię ich za to, że są szczerzy
Czego nie cierpię ponad wszystko: zazdrości
Dar natury, który chciałbym posiadać: umiejętność przewidywania przyszłości
Jak chciałbym umrzeć: tak jak chce natura
Obecny stan mojego umysłu: jestem wyzwolony, bez żadnych obciążeń psychicznych
Błędy, które najłatwiej wybaczam: Nieświadome
Moja dewiza: być sobą, robić to co się lubi, co się umie najlepiej i nie patrzeć na innych, po prostu iść do przodu
Znak Zodiaku: Wodnik
Ulubiona potrawa: Wszystko, co przyrządza mama. Jest smaczne i robione z fantazją. Ona wie, co lubię
 
|