| R E K L A M A | ![]() tel./faks: +48 65 572 03 09, e-mail: gg@bt.pl |
R E K L A M A |
| Dzisiaj jest | Nowa GG OnLine WYDANIE 07/2004 |
| Nauczyciele "niebezpieczni dla otoczenia"? |
Kiedy cię atakują, zaczynasz się bronić. To odruch normalny. Tak też zareagował Waldemar Sadowski, dyrektor Gimnazjum nr 1 w Gostyniu, zapraszając na spotkanie rodziców, nauczycieli i uczniów zarówno z Gostynia jak i z Daleszyna i okolic. Celem była odpowiedź na zarzuty sformułowane pod adresem gostyńskiej placówki podczas spotkania w Daleszynie (Ngg informowała).
Pomysł utworzenia gimnazjum w Daleszynie wywołał dyskusję. Pod adresem Gimnazjum nr 1, do którego uczęszczają dzieci z rejonu Daleszyna, ich rodzice skierowali wiele zarzutów. Mówiono o wyśmiewaniu się z wiejskich dzieci, o problemach związanych z obecnością w okołoszkolnym środowisku narkotyków, papierosów... Pracownicy "Jedynki" są oburzeni. Postanowili udowodnić, że szkoła nie zasługuje na złą opinię. Dyrektor podkreślał, że zarzuty są bezpodstawne. Prosił o fakty, a nie domysły. Nauczycieli szczególnie zabolało to, że o problemach szkoły rozmawiano bez udziału przedstawicieli gimnazjum. - Nie chcemy tworzyć konfliktu, nie tworzyliśmy go. Nie spiskowaliśmy za plecami. Spotkaliśmy się po to, żeby rozmawiać o utworzeniu gimnazjum - tłumaczył Stanisław Czajka, dyrektor szkoły w Daleszynie. Dyrektor "Jedynki" miał pretensje, że wcześniej nie zgłaszano żadnych wątpliwości. Nagle okazuje się, że jest ich sporo. - W każdy pierwszy poniedziałek miesiąca dyrektor oraz nauczyciele pełnią dyżur. Nikt z rodziców nie przyszedł i nie powiedział o tym problemie. W Daleszynie rodzice skarżyli się, że ich pociechy są gorzej traktowane od "miastowych". - Dzieci ze wsi są traktowane nawet lepiej niż "miastowe". To od nich zaczynamy układać plan zajęć, to one chodzą do szkoły na 8:00. Uczniowie z wiosek mają możliwość otrzymania stypendium, a dzieci z miasta nie - odpowiedział W. Sadowski. Zapewniał zebranych, że dla pracowników szkoły nie ma znaczenia, skąd dziecko pochodzi. - Wszystkie dzieci są takie same - mówił. - Państwa dzieci też biorą udział w konkursach. Myślą państwo, że robią to tak same z siebie? Czy same się do tego przygotowują? Nauczyciele im dużo pomagają. Dyrektor zwrócił uwagę na fakt, że całe grono pedagogiczne posiada wyższe wykształcenie. Najbardziej dyrektora gimnazjum poruszyły zarzuty dotyczące bezpieczeństwa w szkole. - Jesteśmy normalną placówką. W każdej szkole dzieci chodzą na wagary. Rodzice zarzucali, że dzieci bezkarnie palą papierosy. - Sam nie palę. Trudno żebym pozwolił palić innym. Nigdy też nie złapaliśmy nikogo na zażywaniu czy posiadaniu narkotyków - odpierał zarzuty W. Sadowski. S. Czajka zapewniał, że dzieci ze wsi nie palą. W. Sadowski zapewnia, że nieprawdą jest, jakoby w gimnazjum często pojawiała się policja. Dyrektor wysłał pismo do policji z prośbą o informację ile razy interweniowano w szkole od początku tego roku szkolnego. W odpowiedzi czytamy, że policja była na terenie "Jedynki" dwukrotnie. Jedna interwencja dotyczyła pobicia na terenie szkoły, a druga - osób spoza szkoły, które przebywały na jej terenie. Sebastian Nowak, nauczyciel języka polskiego, uważa, że zarzuty okryły grono pedagogiczne niesławą. - Jestem oburzony. Wizerunek szkoły został przedstawiony w sposób tendencyjny, jednostronny. Nauczycielom przyczepiono etykietę "Uwaga! Niebezpieczny dla otoczenia". Jestem pewny swojej niewinności. Domagam się podania faktów i odwołania pomówień skierowanych do wszystkich nauczycieli! Jedna z mam miała podczas spotkania w Daleszynie zarzucać, że dzieci nie korzystają ze świetlicy ani kółek zainteresowań, bo muszą się spieszyć na autobus. - Dzieci zrobiły bardzo dużo. Takie zarzuty przekreślają ich dotychczasowe osiągnięcia - informowała Małgorzata Stańczyk, pedagog ze świetlicy środowiskowej. Na dowód czynnego uczestnictwa dzieci w zajęciach przyniosła album ze zdjęciami, na których - jak przekonywała - znajduje się także dziecko pani, która wysunęła zarzut. W. Sadowski zaznaczył, że dotychczas "Jedynka" - jako jedna z niewielu szkół - nie miała problemów z naborem. Po nagłośnieniu sprawy przez media, na szkołę padł cień niesławy. Żaden z obecnych na sali rodziców nie zabrał głosu. Możliwe, że na spotkaniu zabrakło tych, którzy w Daleszynie byli najbardziej aktywnymi oskarżycielami. Dyrektor "Jedynki" podkreślił, że zaproszenia wysłał do rodziców wszystkich 95 uczniów. - Dziwię się, że panuje dzisiaj na sali taka milcząca atmosfera. Gdybym wiedział wcześniej o tym spotkaniu, to bym zobowiązał te osoby, które udzielały się w Daleszynie, aby tutaj przybyły - powiedział dyrektor daleszyńskiej "podstawówki". Stanowisko władz samorządowych przedstawił Łukasz Burkiewicz, wiceburmistrz Gostynia. - Nie chcemy stawać pomiędzy Daleszynem a Gimnazjum. Zależy nam na dobrym wizerunku obu szkół. Spotkanie zakończyło się pojednawczym uściskiem rąk obu dyrektorów. To zresztą nie dziwi, bowiem wielokrotnie pdokreślano, że konfliktu między nauczycielami nie ma. Ale niesmak pozostaje. Zwłaszcza, że to chyba nie koniec sprawy... MS Fot. Marcelina Smektała * * *
Walka dyrektora każdej szkoły, nie tylko wiejskiej, o cokolwiek dla własnej placówki, czy dla swojego środowiska, jest w tych trudnych czasach czymś normalnym. Jednak walczyć trzeba z klasą. Bo patrzą na to dzieci, patrzy młodzież, patrzą rodzice. Tej klasy zabrakło w Daleszynie. Można bowiem odnieść wrażenie, że to walka o miejsca pracy dla nauczycieli. Walka, w której posłużono się ludźmi, którzy bezgranicznie ufają dyrektorowi. Wywołało to niepotrzebny konflikt. Okazało się bowiem, że na spotkaniu w Gostyniu nikt nie potwierdził stawianych wcześniej zarzutów pod adresem Gimnazjum nr 1.
|
| Powrót do strony głównej |